sobota, 16 stycznia 2016

Wracamy...


Na zdjęciu szyba wystawowa zakładu krawieckiego w mieście Manresa we wschodniej Hiszpanii

Ten post niech będzie moim powrotem do życia robótkowego a tym samym blogowego.. bardzo bym tego chciała...
A jak będzie...czas pokaże...
Pozdrawiam wszystkich i do rychłego zobaczenia...

niedziela, 29 marca 2015

Dla Tymka...

Jako przerywnik robótkowy, w opiece nad Leo, powstał Misiu w marynarskim ubranku.
Ten Miś jest przeznaczony dla Tymoteusza, wnuczka mojej koleżanki Eli, osoby sympatycznej i niezwykle życzliwej.
Powiem Wam w wielkiej tajemnicy, że Ela wkrótce będzie uczyła się robić na szydełku a ja Jej trochę w tym pomogę.
Mam nadzieję, że wkrótce pokażę Wam Jej dzieła.



Za oknem deszcz, zimno a w sercu wspomnienie cudnego słoneczka i tego słoneczka Wam i sobie życzę...



niedziela, 15 marca 2015

Scenki wiosenne...

Byłam u wnuka i razem z nim oglądałam prawdziwą wiosnę.
Taką która jest przyjemnie cieplutka, ma cudnie błękitne niebo, kwitnące drzewa, leniwe koty i odpoczywających w promieniach słońca ludzi...









Ostatnie dwa miesiące były dla mnie radosne, szczęśliwe i spokojne...aż chciałoby się powiedzieć ... chwilo trwaj...
Ale chwila się skończyła, Leo poszedł do żłobka a babcia wróciła do domu...
Trudno nie żałować, że coś się kończy, ale dla przeciwwagi można się cieszyć, że w ogóle było... i ja tak robię.

Oby do wiosny moi mili, bo ona już bliziutko...



środa, 17 grudnia 2014

Skarpetki....

W czasie blogowych wędrówek znalazłam skarpetki, które mnie zachwyciły.
Ten zachwyt dotyczył nie tylko samych skarpetek, ale również pięknej historii związanej z ich powstaniem, którą możemy poznać tutaj.
Natomiast wzór skarpetek znalazłam na tym blogu.

Niebieskie skarpetki a właściwie podkolanówki sięgają mojemu wnukowi za kolanka natomiast te w kolorze oliwkowym są w skarpetkowej długości







Mam w domu remont, który zaczął się bardzo niewinnie, bo w planach było tylko odświeżenie no i ewentualnie wymiana drzwi, których mąż nie zdążył wymienić.
Majster ze swoimi klamotami sprowadził się w ostatnim tygodniu listopada i teraz sytuacja jest taka, że jedynymi pomieszczeniami wolnymi od majstrowych działań jest kuchnia i jedna z łazienek.
Wszyscy wkoło myją okna, piorą firanki a ja w tumanach kurzu nie jestem w stanie myśleć o Świętach.
W sumie do majstra nie mogę się przyczepić, bo facet z pomocnikiem cały czas pracują i ciągle mi powtarzają, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że ja tego niby nie widzę, ale jest dobrze.
Do tej pory byłam przyzwyczajona do mężowskiego stylu remontowego, w którym robione były poszczególne pomieszczenia po kolei a teraz...wszystko robi się jednocześnie i efektów tej pracy póki co nie widać...

Miłego czasu przedświątecznego Wam życzę.